czwartek, 5 września 2013

7 Rozdział

-Dziękuje, Justin.-Powiedział ten piękny głos, ona tu jest! Powiedziałem co do niej czuje, tak wprost, palant!-Ja chyba też coś do ciebie czuję...Ale nie możemy być razem...-Widziałem, że po jej policzku zaczęły spływać łzy, zaczęła się cofać i wybiegła z domu, słyszałem huk drzwi.
-Głupi wyszło...-Przyznał jej tata.-Poszła do ogrodu, pewnie musi to wszystko przemyśleć.Przepraszam cię Justin.
-Nic się nie stało, ale chyba pójdę z nią pogadać.-Niepewnym ktokiem kierowałem się w stronę szklanych drzwi, widziałem jak siada i chowa twarz w dłoniach to źle wruży. Po cichu podszedłem, usiadłem obok niej i patrzyłem przed siebie.
-Nie jestem gotowa...-Powiedziała przyduszona.-Po tym wszystkim co ostatnio się działo, nie umiem. Próbowałam udawać szczęśliwą choć nie jestem. Nie chce, aby wszyscy dookoła wiedzieli, dziękuje że jesteś ze mną szczery i nie zrozum mnie źle, jesteś super chłopakiem, a ja nie zasługuje na szczęście...-Powiedziała cały czas mając zakrytą twarz, po której domyślam się właśnie, spływały litry łez, wiem że dużo ją kosztowało powiedzieć mi to prosto w twarz.
-Głupoty gadasz...-Stwierdziłem.-Wiem, że nie jesteś gotowa, dlatego nic nie mówiłem, wcześniej. Zasługujesz na szczęście, jak każdy... Wiem, że udawałaś, choć przyznam aktorka jest z ciebie super.-Uśmiechnąłem się do siebie, a ona popatrzyła na mnie z zażenowaniem.-Jeśli tylko chcesz to poczekam, mam czas. NA ciebie warto, ponieważ jesteś wspaniałą dziewczyną, szkoda że tylko ty tego nie widzisz...-Powiedziałem po czym ją przytuliłem i wstałem, chciałem pożegnać się z jej rodzicami i pojadę do domu, ona potrzebuje chwili aby pomyśleć. I tak zrobiłem, gdy wsiadałem do swojego auta, zobaczyłem biegnącą w lusterku postać, była w kapturze i okularach łatwo można było się domyślić kto to. Poczkałem chwilę, ona wsiadła na miejsce pasażera. Szybko, zdjęła okulary i szybko pocałowała, oddawałem pocałunki, dopiero po chwili się oderwaliśmy.
-Jeszcze raz, bardzo ci dziękuje.-Uśmiechnęła się.-Nie wiem, co bym bez ciebie zrobiła...Ale.
-I jak zawsze to cholerne ale!-Krzyknąłem oburzony.
-Ale teraz nie myślę o żadnym chłopaku..-Wtedy musiałem jej przerwać.
-Wiem, że nie jesteś gotowa, Nawet nie wiesz jak to cholernie boli, że nie mogę cię pocałować kiedy chcę, czy pójść do kina na komedie. Nie wiesz co to znaczy kochać kogoś, kto tego nieodwzajemnia!
-Justin, proszę daj mi dokończyć...-Prosiła.
-Wiesz, jakoś nie mam ochoty. Bo to mnie boli, gdy z tobą rozmawiam ja tak nie mogę. My nie możemy się przyjaźnić, nie wytrzymam tego, przepraszam cię.-Ona popatrzyła się na mnie i bez słowa wyszła z auta i poszła do domu, gdy otwierała drzwi spojrzała się na mnie ze łzami w oczach. Odjechałem spod ich domu i zacząłem kierować się do swojego. Gdy dojechałem i do niego wszedłem było tam strasznie pusto, zero ludzi mój głos rozbrzmiewać echem wśród pustych ścian.
*Oczami Megan*
Weszłam do domu ze łzami w oczach, pobiegłam do łazienki... Zamknęłam się na klucz, choć za mną szli rodzce.
-Mam dość życia, jestem beznadziejna... Mój najlepszy przyjaciel ode mnie odszedł, przez moją głupotę.-Mówiłam do siebie pod nosem. Wyjęłam brzytwę, którą mój tata się golił.-Zrobić to, czy nie?-Takie pytania chodziły mi po głowie... Jednak zrobiłam to pocięłam się parę razy, aż syknęłam z bólu. Ale dało mi to pewną ulgę, sama nie wiem. Po chwili zrobiło mi się ciemno przed oczami.

2 komentarze:

  1. Sorki, że musieliście czekać, ale szkoła. Jestem w 6 klasie, dużo nauki i przygotowań. Poza tym, mam wredną wychowawczynię czyli panią od polskiego, która codziennie zadaje, choć jest początek roku spróbuje niedługo wstawić coś niedługo... Olla ♥

    OdpowiedzUsuń